Moja Osobista Mandala czyli Moja Osobista Historia
Najwcześniejsze świadome wspomnienie dotyczące Mandali w moim życiu, to Kalejdoskop – moja ulubiona zabawka z dzieciństwa. Dzięki niej rozwinęłam swoją wyobraźnię podróżując po wewnętrznych krajobrazach – odnajdując w nich spokój i piękno. Ta prosta zabawka utulała moją tęsknotę za czymś nieokreślonym, czego była namiastką. Kalejdoskop w dosłownym tłumaczeniu z greckiego znaczy „widzieć piękny obraz”.
Następnie Mandala jako obraz, pojawiła się w moim życiu, gdy byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem. Potrafiłam godzinami siedzieć i malować. Była to czynność czysto intuicyjna, bez zamierzonych celów i z nieznanych mi przyczyn. Daleko mi było do jakiejkolwiek sztuki, po prostu nie wiedziałam, co robię. Ot, po prostu siadałam i malowałam kręgi przybierające różne formy, zawierające kształty, symbole i barwy. Być może sprawiło to nowopowstające życie we mnie, przez co sama stawałam się kręgiem, a być może potrzebowałam integrującej i uspokajającej mocy Mandali przed wydaniem na świat swojego dziecka.
Później na długi czas Mandala popadła w zapomnienie. Jej wielkie odrodzenie nastąpiło wraz z moim. Pojawiła się wraz z Astrologią, gdy uczyłam się obliczać i rysować horoskopy, wyznaczać pozycje planet i łączyć je w aspekty. Na samym końcu, za kazdym razem w astrologicznym kręgu powstawał inny, niepowtarzalny obraz który mnie zachwycał. Patrząc na ten obraz, powstały z połączonych aspektami planet „widziałam” w nim indywidualną strukturę człowieka, którego horoskop miałam przed sobą. Nie znając jeszcze znaczenia planet, aspektów czy domów horoskopowych intuicyjnie odbierałam, co mandala astrologiczna „mówi” o predyspozycjach danej osoby. W kręgu pojawiał się dominujący kolor i figura, czasami słyszałam pojedyncze zdanie, które (jak się później okazało) miało duże znaczenia dla właściciela tego magicznego obrazu. Kompletnie nie wiedziałam, co mam z tą umiejętnością zrobić i póki co pierwsze portrety duszy lądowały w przysłowiowej szufladzie. Jednak w moim życiu pojawiło się kolejne koło - Koło Życia, króleska droga jaką jest Tarot. Przepiękne talie kart, wśród których znajdowały się prawdziwe dzieła sztuki duchowej karmiły mą głodną duszę. Dzięki nim poznałam swój potencjał i prawa natury. Gdy już się tym nasyciłam, zapragnęłam dzielić się tą mądrością z innymi i zaczęłam przyjmować klientów.
Dwa lata później, w 2001r., rozpoczęłam naukę w Studium Psychologii Psychotronicznej i szukałam tam kogoś, kto mógłby pomóc mi wyjaśnić i zrozumieć, to czego doświadczałam w pracy z Mandalami – szukałam tzw. Mistrza. Początkowo – bezskutecznie. W tym czasie Mandala zeszła na plan dalszy, jednak w tle towarzyszyła mi stale i czułam jej uzdrawiającą siłę, działającą z ukrycia. Nie mogło być inaczej skoro w mojej szufladzie leżało mnóstwo narysowanych mandali horoskopowych, stale studiowałam Astrologię i przechodziłam wiele warsztatów, które odbywały się w kręgu. Ponadto uważnie obserwowałam przyrodę i cykliczność procesów w niej zachodzących. Mandala była wierną przyjaciółką podczas procesu budzenia się mojej świadomości w drodze do Źródła. Uczyła mnie jak budować swoją tożsamość i zawsze „przyciągała” najbardziej odpowiednie wydarzenia i ludzi, tak, abym mogła rozwijać swój najwyższy potencjał.
W 2002 r. od koleżanki z roku otrzymałam wiersz, napisany dla mnie w prezencie imieninowym:
Fiolet w kolorze spełnienia
Każdego ranka
Weź szczyptę fioletowego pyłu spełnienia
i wsyp do filiżanki z kawą codzienności.
Poczekaj chwilę.
Zrób mały łyk.
Poczujesz lekki zawrót głowy
i Twój świat zawiruje
wszystkimi odcieniami spełnienia
jak paleta barw natchnionego malarza.
Weź do ręki wyobraźnie i maluj!
23.05.2002r Małgorzata Kadysz
Ten wiersz był to pierwszy oczekiwany przeze mnie „Mistrz”. Drugą osobą, która podarowała mi kolejną wskazówkę była Ewa Kulejewska. Gdy żegnałyśmy się po zajęciach powiedziała do mnie jedno zdanie, które mnie poruszyło: „Życzę ci udanej pracy z Mandalami”. Byłam zaskoczona, bo przecież nikomu nie mówiłam o moich Mandalach. „Skąd ona to wie?” – zadawałam sobie to pytanie. Od tamtej pory znaki posypały się już jeden po drugim, a Mandala towarzyszy mi stale w życiu. Zintegrowała w sobie całą wiedzę, którą rozwinęłam przez lata. Wszystko, czego się uczyłam znalazło swoje miejsce podczas powstawania Mandalowych Portretów – koloroterapia, psychologia, symbolika wielu systemów mantycznych, uzdrawianie praniczne, promieniowanie kształtów, praca z energią, intuicyjne wizje itd. Moje wrodzone predyspozycje jak intuicja, empatia, wizjonerstwo znalazły w końcu zastosowanie w pracy mojego życia. Kocham to, co robię. Nie posiadając żadnego wykształcenia w kierunku plastycznym rozpoczęłam pracę malarską. To, co robię nazwałam Sztuką Serca. Pierwsze Mandale malowałam dla przyjaciół i znajomych. Później dla swoich klientów.
Swoją wrażliwość artystyczną rozwijałam również w inny sposób – w moim życiu pojawiły się misy i gongi . I znów była to sprawka Mandali – zarówno dźwięki gongu jak i mis tybetańskich rozchodzą się okrągłymi falami. Podczas kąpieli w dźwiękach gongu, doświadczyłam pięknej wizji. Zobaczyłam kopuły świątyń indyjskich, płatki lotosu oraz płomienie świec… W pewnej chwili one wszystkie zamieniły się w… pędzelki (!) malujące w przestrzeni przepiękne obrazy. W innej wizji poznałam jedno ze swoich Zwierząt Mocy, którym jest Ryś. Długo nie mogłam odczytać przesłania, które mi przyniósł. Jednak pewnego dnia mnie olśniło! Ryś przy uszach ma… pędzelki!! To wszystko układało się w jedną całość i nie pozostawiało mi żadnych wątpliwości, co jest moją misją w życiu. Mandala Dźwięku objawiła mi swą uzdrowicielska moc. Często przed malowaniem Mandali gram sobie na gongu, misach i dzwonkach tybetańskich.
W 2006r. "przełamałam się" i uwierzyłam w siebie. Od tego czasu moja twórczość nabrała tempa. Nastąpiła niesamowita ekspansja i rozwój, klienci zgłaszali się niewiadomo skąd, a Mandale „rodziły się” jedna za drugą – w zaskakującej dla mnie kolejności, która (jak się później okazało) miała swój sens i wyższy porządek. Tak jest do dziś, choć już trochę spokojniej.
W 2007r doświadczyłam Pola Mocy, jakim jest żywa Mandala biorąc udział w Tańcach w Kręgu. W 2008r. Mandala „zaprowadziła” mnie na warsztaty Vedic Art z jednej strony dopełniając jeden cykl mojego rozwoju, z drugiej zaś rozpoczynając kolejny cykl. Vedic Art połączył moją miłość do Indii i Mandali z Mądrością Wed. W moich Mandalach pojawiło się więcej Światła, a podróż do Indii w 2009r przyniosła mi wiele inspiracji i natchnień twórczych. Po powrocie wydałam kalendarz "Mandale 2010", który cieszył się olbrzymim powodzeniem wśród moich przyjaciół i klientów. Z tego powodu wydałam kolejne edycje kalendarza: "Mandale 2011" i "Mandale Znaków Zodiaku" - kalendarz na 2012 rok.
Przez wiele lat pracy z Mandalą obserwuję jak subtelnie zmienia się życie osób, które zamówiły sobie swój Portret Duszy. Jest to cudowne narzędzie, które doprowadza nas do naszej Jaźni, łączy w całość zdezintegrowane części naszej osobowości wprowadzając między nimi harmonię, odkrywa naszą własną tożsamość i rozwija naszą kreatywność. Uzdrawia i budzi osobisty potencjał. Jako narzędzie niezwykle genialne w swej prostocie, dostępna jest dla każdego bez względy na wiek, płeć, kolor skóry, wyznanie czy wykształcenie.
Zapraszam Cię do zapoznania się z moją twórczością oraz do przygody, jaką jest poznawanie siebie za pomocą Mandali. |