III Nagroda
"W ostatnich dniach (godzinach właściwie...) minionego roku gnana silnym przeświadczeniem o konieczności znalezienia podpory i wskazówki na nowy, nadchodzący czas szukałam.... Myślałam o obrazach, „aktywnych” obrazach. Obrazy to forma i treść, barwa i kształt, przestrzeń i nastrój, a ja wiedziałam już, że ta forma przekazu trafia do mnie idealnie. Czułam, że jest i będzie to dla mnie szczególny czas, że zamykam jakiś etap w moim zyciu, a jeszcze bardziej, że coś nowego się zaczyna... Czułam już to wewnętrzne napięcie. I że nadchodzący rok nie będzie „rokiem przespanym”, że przyniesie wiele nowych rozwiązań. Ale że będzie to też czas sporych wyzwań i wysiłków. Czułam, że potrzebuję, nazwijmy to, drogowskazów, wsparcia i mówiąc trywialnie łączników z Niebem.
Kalendarz wydawał mi się formą wprost idealną – dwanaście przesłań na dwanaście nadchodzących wyjątkowych miesięcy... Myślałam o obrazach energetycznych, najbardziej chyba o formach vedicartowych - zawsze fascynowały mnie prace wykonywane w tym kanonie. To tak, jak spotkania twarzą w twarz z czyjąś duszą, jak oglądanie czyjegoś wewnętrznego blasku, jak dzielenie się tajemnicą - i odkrywanie swojej, bo patrzymy przez swój pryzmat, swoimi własnymi oczami i czujemy swoim własnym sercem... Gdzieś tam (coraz bardziej, choć ciągle nieśmiało) dojrzewa we mnie potrzeba i ochota, żeby z tą sztuką popracować. Może już bliżej niż dalej?...
I oto pojawiły się: cudne, subtelne ale wyraziście wymowne – konkretna odpowiedź na moje poszukiwania. Skrystalizowana i doskonała. Mandale pani Iwony Mazurek.
Najpierw przepiękna, ciepło pomarańczowa, anielsko uskrzydlona (z aniołami skojarzyła mi się natychmiast)... Z tęczą, która dla mnie jest niesamowicie wymownym symbolem, emanująca silną wyrazistą energią , ale delikatnie, nienachalnie. Cudo... „Anioł Nowego Początku”. Anioły to moja wielka miłość i pasja, są wszędzie wokół mnie. Uwielbiam się nimi otaczać. I ten „Nowy Początek”... - przecież to mój „Nowy Poczatek”! I tęcza... przesłanie dla mnie... Tak uderzające (moje, prywatne!) zestawienie słów i znaczeń... Niesamowite! Natychmiast i bez chwili namysłu (to był jeden z tych cudownych impulsów, po których wszystko idzie z górki i jak z płatka) zamówiłam kalendarz z mandalami.
Gdzieś tam w środku byłam przekonana, że te moje wyśnione „drogowskazy” otrzymam na pewno przed początkiem nowego roku, więc trochę z przymrużeniem oka ale i z ogromną ciekawością i napięciem czekałam, co będzie dalej. Pomyślałam sobie, że jeśli „Mandale” faktycznie znajdą się w moich rękach do końca roku (czyste wariactwo – okres międzyświąteczny, koniec roku, poczta zawalona, opóźnienia w wysyłkach...), to dla mnie będzie to namacalne potwierdzenie, że wybrałam trafnie (gdzieś tam w środku jestem realistką i weryfikantką).
DOTARŁY!!! Wszystkie okoliczności (łącznie z błyskawiczną wysyłką (jeszcze raz wielkie dzięki!) zgrały się tak cudownie (dosłownie), że oto 31 grudnia trzymałam „Mandale” w swoich rękach. OTO MASZ, CO CHCIAŁAŚ... Muszę przyznać, że uśmiechałam się od ucha do ucha i jeszcze z niedowierzaniem dotykałam kolejnych kartek... Było nie było - jak na razie wszystkie wydarzenia konsekwentnie potwierdzały, że moje spotkanie z „Mandalami” nie jest przypadkiem...Myślę, że Bóg zawsze znajdzie sposób, żeby dotrzeć do konkretnego człowieka, używając indywidualnego, właściwego tylko dla tego człowieka kodu. Tak, żeby nie było watpliwości, tak, żeby poruszyć, żeby usłyszał swoją własną melodię... Trzeba tylko słuchać i patrzeć. Jasne, ja też uważam, że do każdej sytuacji można dorobić „ideologię cudu” i zatracić się w wyimaginowanych uniesieniach (dlatego należy w swoim niebiańskim zachwycie stąpać mocno po ziemi – mandale są świetnym narzędziem pomagającym taką zdrową równowagę wyćwiczyć i utrzymać). Uważam też jednak, że są sytuacje, w których otrzymujemy naprawdę wyraźne i konkretne sygnały, odpowiedzi na swoje pytania i tych sytuacji nie można przeoczyć ani zmarnować. Myślę też, że „Mandale” pani Iwony to taki prezent Opatrznościowy dla mnie. Taki „Zestaw Wsparcia”.
Spędziłam z nimi Sylwestra, pożegnałam stary i przywitałam nowy rok (dla mnie synonimy tego, co żegnam i tego, co w moim życiu się pojawia). W noc noworoczną, stały tuż przy mnie, na wyskokości mojej głowy, a kilka następnych dni ( zanim zawisły na „swoim” miejscu) oswajaliśmy się ze sobą w bezpośredniej bliskości. Dla mnie oprócz tej podstawowej „ścieżki dostępu” - wizualnej, ważny jest też dotyk. Po prostu lubię dotykać obrazów, jest mi to tak samo potrzebne, jak oglądanie.
Po kilkukrotnym obejściu z kalendarzem całego domu, zawisł wreszcie na pierwszym miejscu, które przyszło mi do głowy, zanim jeszcze „Mandale” dotarły do mnie. Jest dobrze widoczny praktycznie z każdego punktu, już od wejścia, siłą rzeczy wciąż na niego spoglądam (pozostali domownicy i goście również). No i mandale odbijają się w lustrze – jakbym miała podwójne obrazy. I świecą... I grzeją ciepełkiem... Cieszą oczy i koją zmysły... Czarują...
„Anioł Nowego Początku” to moja ulubiona mandala, w końcu to ona mnie tak wymownie przyciągnęła. Wisiała cały styczeń, ustępując miejsca kolejnym obrazom, ale często do niej wracam, chociaż tylko chwilkę na nią popatrzeć. Jak już wspomniałam bieżący czas to jest dla mnie „Nowy Początek” - Dobry Początek. Wierzę, że kolejnej części – bardziej świadomej i bardziej takiej, jaką sobie wyobrażam, nie przypadkowej. Klaruje się w miarę moich możliwości, w optymalnym tempie (choć czasami mam ochotę parę rzeczy „przeskoczyć” i przyspieszyć). Zresztą uważam, że od początku roku to naprawdę nieźle się już podziało... Na przełomie starego i nowego roku właśnie przeszłam razem z moimi dziećmi ospę wietrzną, co uznałam za pewien symbol i zakończenie pewnego etapu w moim życiu. Wejście w kolejny, jako istota bardziej dojrzała, zdolna poradzić sobie wreszcie z „cieniami przeszłości” i patrząca w przyszłość z ufnością i spokojem. Wiedząca czego chce i przede wszystkim jak to zrealizować. Jak pogodzić wszystkie życiowe role – mądrze i łagodnie, nic nie tracąc, a zyskując i dając. Otwarta na siebie i Światło. Idąca spokojnie i bezpiecznie krok po kroku, dzień po dniu przez wszystkie kolory tęczy pod opiekuńczymi skrzydłami. Ze spokojem w sercu i pewnością najlepszych wyborów.
Z przyjemnością wróciłam też do twórczych, artystyczno-hobbystycznych działań, stwierdzając, że udaje mi się robić rzeczy, za które wcześniej pewnie bym się nawet nie zabrała. W dodatku po zweryfikowaniu sygnałów zwrotnych okazuje się, że dające przyjemność i pożytek innym, a mi tym samym ogromną radość. Wzięłam się też wreszcie za urządzanie kawalątka przestrzeni w ogrodzie – docelowo marzę, żeby zmienić go w taki azyl dla nas. To symboliczne działania, kojarzą mi się z pracą nad samą sobą. Ruszyłam konkretnie, zaczęłam nadawać temu formę, obrabiać. Mam wizję, którą realizuję, ciągle coś zmieniam, idzie może ciut opieszale, ale efekty już powoli widać. Zajmie to jeszcze trochę czasu, ale wiem, że będzie ładnie, tak jak sobie kiedyś wymarzyłam.
Spotykam na swojej drodze pomocnych, życzliwych i mądrych ludzi, właśnie teraz. Udaje mi się załatwić pozytywnie trudne sprawy, poukładanie których warunkuje dalszą pomyślną realizację moich zamierzeń. Zmieniam się bardzo, to trudny i chwilami bolesny proces, czasem tak gwałtowny, że aż się boję, ale mam taki wewnętrzny spokój, że wszystko, co się dzieje jest dobre i bezpieczne (pod opiekuńczymi skrzydłami). Prostuję sprawy związane z moimi dziećmi (one są w tej chwili moimi największymi nauczycielami) – pomału rozwiewają się moje „odwieczne” wątpliwości. Wiem już jak pewne sytuacje rozwiązać. A silne emocje, choć wciąż mną targają (pracuję nad tym niezmiennie znajdując na swej drodze pomocne narzędzia) powoli ustępują miejsca akceptacji.
Zarejestrowałam swoją działalność – sprawa jeszcze niedawno nie do pomyślenia, bo takiej opcji kiedyś w ogóle nie brałam pod uwagę. Choć w tej chwili są to działania stricte służące zabezpieczeniu finansowemu, to czuję, że dla mnie jest to pierwszy krok do spełnienia marzeń o niezależności organizacyjnej i materialnej, jednocześnie działając na pożytek innych. Dzieje się naprawdę mnóstwo, mnóstwo, ruszyłam do przodu. Wszystko w towarzystwie Anioła Nowego Początku właśnie. No i pozostałych mandali.
Moje doświadczenia i działania z „Mandalami” pani Iwony przebiegają raczej metodycznie – co miesiąc spędzam czas i pracuję z obrazem przypisanym do konkretnego miesiąca. Myślę sobie, że skoro przyszły do mnie w tak nieprzypadkowy sposób i są dla mnie pewnym przesłaniem i informacją, to również taka, a nie inna kolejność jest najodpowiedniejsza. Chyba, że potrzebuję konkretnego wsparcia w konkretnej sytuacji, często „awaryjnej” – wtedy działam spontanicznie - mam wszystko, wystarczy tylko odnaleźć odpowiedni obraz. Można powiedzieć, że kalendarz z mandalami stanowi dla mnie swego rodzaju „podręczną apteczkę”. Stanowi też zbiór wspaniałych narzędzi do pracy ze sobą i nad sobą – wśród dwunastu obrazów oddziałujących konkretną (choć podkreślam raz jeszcze – subtelną, „dopasowujacą” się do odbiorcy) energią zawsze znajduję to, co mi akurat w danej chwili, nastroju, przy danej dysfunkcji jest potrzebne. Ten uniwersalizm „Mandali” jest cudowny – zarówno jeśli chodzi o, nazwijmy to trywialnie, charakter zapotrzebowania, ale także dlatego, że może z nich korzystać praktycznie każdy, choć różnimy się tak bardzo. Każdy ma szansę znaleźć to, czego szuka, czego potrzebuje, co mu pomoże. Ostatnio przyszedł mi do głowy pewien pomysł na pracę dzieci z „Mandalami” pani Iwony. Takie terapeutyczne malowanie - odwzorowywanie konkretnej mandali w konkretnej sytuacji, potrzebie (np. pomocy w przyciągnięciu przyjaciela – bratniej duszy, albo wsparcia siły przebicia i odwagi, albo przywrócenia i zwiększenia poczucia bezpieczeństwa. Tyle mozliwości... ). Albo po prostu intuicyjne malowanie pod wpływem inspiracji tą konkretną, potrzebną mandalą. To zaangażowałoby całkowicie zmysły dzieci i pozwoliło na taką detaliczną, analityczną wręcz pracę (zabawę-terapię), a jednocześnie doświadczenia z obrazem jako całością. Z barwą, formą, przestrzenią, nastrojem, energetyką...
„Mandale” odkąd pojawiły się w moim domu i w moim życiu są moim nieodłącznymi towarzyszami. Oprócz oczywistych estetycznych walorów, bo są naprawdę piękne, są właśnie wspominanymi już podporą, drogowskazem i „łącznikiem z Niebem”. Szczególnie w tym wyjątkowym czasie zmian i wierzę – progresji. No i inspiracją. Spotkanie z nimi to i ewolucja i rewolucja. Właśnie tak. A najlepsze określenie, to chyba „rewolucyjna ewolucja”. Proces idealnie wpasowany w moją osobowość i dopasowany do moich możliwości percepcji i... technicznych. Za chwilę zaczniemy pracę z czerwcową zieloną „Harmonią” - obydwie – także moja córeczka, zodiakalny Bliźniak czerwcowy. Ma za sobą trudny początek(!) w szkole, potrzebuje regeneracji i wytchnienia, prawdziwe bratnie dusze będą jej od września niezbędne – wszystko do przepracowania z „Harmonią” właśnie... Mandalowy kalendarz pani Iwony naprawdę zjawił się u nas... jak „szyty” (raczej malowany) na miarę, na konkretne zamówienie... A dalej – lipcowa „Energia” w odcieniach kojącej żółci przechodzącej w letnio łąkową ciepłą zieleń. To z kolei „mój” urodzinowy obraz. Opis mandali jest jak dedykacja dla mnie i jak prezent „z którego mogę bezustannie czerpać energię”. Niesamowite... Wspomnę jeszcze tylko króciutko o majowej „Intuicji”, z którą spędziłam w skupieniu wiele, wiele chwil i październikowych cudownych „Prawach Natury” - obrazie, który zachwycił mnie najpierw swoją formą, potem też przesłaniem. O mandalach pani Iwony można by naprawdę w nieskończoność, choć wystarczy błyskawicznie przekonać się sięgając po nie w konkretnej sytuacji życiowej.
A jeśli uniwersalne mandale mają taką moc oddziaływania, to co dopiero mandala będąca odzwierciedleniem naszej duszy... Dzięki za nie..."
Magdalena Sajdak
DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM ZA UDZIAŁ W KONKURSIE - Iwona Mazurek